„Nie wierzę, że to było improwizowane!”

„Nie wierzę, że to było improwizowane!”

Gdy słyszymy te słowa po spektaklu, czujemy dumę, że potrafimy stworzyć przed widzami świat tak doskonały, że tylko drobna wpadka – przejęzyczenie, pomyłka w imieniu i. t. p. uwiarygadnia nas jako tworzących tu i teraz.

– Przyznajcie, macie coś wcześniej przygotowane.

Tak, mamy ustaloną wcześniej formę. To nasze zasady gry, określają techniczne reguły spektaklu – w jaki sposób będziemy kończyć sceny, jak długo będą trwały i skąd będziemy czerpać inspiracje. Każdorazowo wypełniamy je inną treścią – postaciami, relacjami, historią, tekstami. Nie wymyślamy ich w domu. Powstają one w odpowiedzi na to, co przed chwilą pojawiło się na scenie. Tu i teraz.

– W życiu nie potrafił(a)bym tak improwizować. To nie dla mnie.

Improwizatorzy nie rodzą się z jakimś dodatkowym genem, pozwalającym im występować. My też kiedyś nie umieliśmy tego robić, ale zaczęliśmy się uczyć. Właściwie uczymy się cały czas, bo ciągły rozwój jest wpisany w teatr improwizacji. Każdy może improwizować. Wystarczy tylko i aż słuchać i być tu i teraz.

– Wielka mi sztuka, każdy potrafi wyjść na scenę i wymyślać na bieżąco.

Oczywiście. Trudność polega na tym, żeby miało to jeszcze sens. To tak jak z przebiegnięciem maratonu. W teorii każdy człowiek jest do tego zdolny, ale, aby takie przedsięwzięcie zakończyło się sukcesem, trzeba trenować odpowiednio długo i odpowiednio wcześnie zacząć. My również trenujemy nasze impromięśnie, aby być w dobrej formie na scenie. Trenujemy swój warsztat aktorski i umiejętności improwizacji, jak na przykład storytelling, umiejętność słuchania czy bycia tu i teraz.

– Nie stresujecie się / nie boicie się?

Boimy się i stresujemy. Ale przełamujemy swoje lęki, wychodzimy ze swojej strefy komfortu i gramy. Bo kochamy to, co robimy. Tu i teraz.